czwartek, 4 lipca 2013

Skóra w której żyję

Moja skóra bardzo cierpi. Za mało piję płynów i za mało ją nawilżam a w perspektywie urlop w tropikach. Skórze to się nie spodoba! Ponieważ nie mogę jej powiedzieć żeby się odczepiła, muszę dojść z nią do porozumienia. Niech przestanie mnie ciągnąć, kruszyć się i łuszczyć. Dam jej trochę oleum i zły humorek przejdzie. TYLKO CO TO MA BYĆ? Nie mam czasu na wizyty w gabinetach odnowy, nie mam ochoty wydawać fortuny na kremy, bo i tak nie wierzę w zależność wysokiej ceny do jakości, więc chyba kupię mleko kozie, ogórki i oliwkę dla niemowląt. Zobaczymy co na to skóra:) W każdym razie ja sezon ogórkowy uważam za rozpoczęty!



czwartek, 27 czerwca 2013

Grzeczne włosy na wczasach


Zawsze co roku mam ten sam problem - co zrobić z włosami na wczasach.... brać prostownicę? To głupie pakować do torby jeszcze prostownicę. Po pierwsze i tak moja kosmetyczka pęka w szwach, po drugie, szkoda mi tych moich cienkich kosmyków. Cały rok traktuję je suszarką, prostownicą, lakierem, a teraz jeszcze nawet w lato nie dam im odpocząć, chociaż przecież słońce i tak zrobi swoje. Z drugiej zaś strony, zupełnie nie mogę sobie z nimi poradzić bez szczotki i prostownicy. Kręcą się, są niesforne, sterczą tam gdzie nie powinny. Mam do wyjazdu jeszcze dwa tygodnie, myślę o trwałym prostowaniu, tylko boję się czy to nie zniszczy mi włosów. Ktoś ma doświadczenie z prostowaniem keratynowym? To by było wyjście z sytuacji, włosy proste, piękne jak po wyjściu z salonu a kosmetyczka? Nie, nie, nie pusta.... to by było zbyt piękne....

 




wtorek, 25 czerwca 2013

Od czego by tu zacząć...?

Życie zaczyna się po czterdziestce - slogan....., czy? Coś na pewno  się kończy i coś się zaczyna. Zrobiłam sobie mały bilans, podsumowując ostatnich dwadzieścia lat. Doszłam jednak do wniosku, ze teraz, gdy mam już nawet ponad 40 lat, czuję się ze sobą lepiej niż te dwadzieścia lat temu. Za niczym nie gonię, z nikim się nie ścigam, mam więcej wewnętrznego spokoju, akceptuje swój wygląd, myślę o przyjemnościach dla siebie i nawet sobie je robię! Kurczę, wspaniały czas. Jedyne co mi zaprząta głowę, to myśl, ile ten czas jeszcze potrwa, 10, 15 lat? Już teraz mam drobne symptomy starzejącego się zdrowia..... ale nie o tym, nie tu i nie teraz.

Może zacznę od początku. Ile mam lat już wiadomo. Mam męża i dwóch synów. Jeden kończy liceum, młodszy zaczął podstawówkę. Czyli trzech facetów i ja. Aha, jest jeszcze pies, w zasadzie suka, labradorka, ukochana nasza dziewczynka.
Starszy syn już kompletnie afiszuje się ze swoją dorosłością i z tym ze nie potrzebuje rodziców (z wyjątkiem ich kasy), młodszy zaś jest mega cycem, zasypia z mamą, do szkoły idzie tylko z mamą, tylko mama może go odebrać itd. przez cały dzień, cały miesiąc, cały rok. Próbowałam się buntować, ale wreszcie pomyślałam, że to już ostatnie moje dziecko, więc korzystam z przytulania ile wlezie, bo potem będzie przytulał ale już tylko jakieś laski.

Moje życie zawodowe jest bardzo ograniczone od kiedy urodził się Antoś (czyli młodszy syn). Udzielam się w jednej fundacji i piszę. Ostatnim moim dziełem jest książka dla dzieci. Jak już ukaże się drukiem, napiszę więcej szczegółów. Teraz jestem na etapie szukania wydawcy, więc nie chcę zapeszać.
To jest właśnie ta wolność, którą mają - jeśli w ogóle - zazwyczaj ci dojrzalsi. Właśnie teraz mam czas by o siebie zadbać, by realizować swoje pasje, ponudzić się czasem, ugotować wyrafinowany obiad w środku tygodnia..... I już by się wydawało że jestem w czepku urodzona, ale nie ma tak dobrze. Problemów jest więcej niż już niestety włosów na głowie. Jeden syn ma problemy z dojrzewaniem, nie chce się uczyć i generalnie olewa wszystko. Młodszy wiecznie się buntuje i cały czas próbuje przesuwać granice co jest nieustanna walką pomiędzy nami a nim. Mąż - z nim na szczęście nie ma problemów, oprócz tego ze w nocy chrapie jak lokomotywa a pies, no cóż, ma 11 lat i zaczyna zwyczajnie niedomagać. Do tego chałupa do ogarnięcia, jakieś zlecenia, wieczne problemy ze zdrowiem, jak nie dzieci to moim, stara, samotna i sfrustrowana matka  i zwyczajnie mam ochotę trzasnąć drzwiami i wyjechać. Choćby na dwa dni, byle dalej od domu.