Życie zaczyna się po czterdziestce - slogan....., czy? Coś na pewno się kończy i coś się zaczyna. Zrobiłam sobie mały bilans, podsumowując ostatnich dwadzieścia lat. Doszłam jednak do wniosku, ze teraz, gdy mam już nawet ponad 40 lat, czuję się ze sobą lepiej niż te dwadzieścia lat temu. Za niczym nie gonię, z nikim się nie ścigam, mam więcej wewnętrznego spokoju, akceptuje swój wygląd, myślę o przyjemnościach dla siebie i nawet sobie je robię! Kurczę, wspaniały czas. Jedyne co mi zaprząta głowę, to myśl, ile ten czas jeszcze potrwa, 10, 15 lat? Już teraz mam drobne symptomy starzejącego się zdrowia..... ale nie o tym, nie tu i nie teraz.
Może zacznę od początku. Ile mam lat już wiadomo. Mam męża i dwóch synów. Jeden kończy liceum, młodszy zaczął podstawówkę. Czyli trzech facetów i ja. Aha, jest jeszcze pies, w zasadzie suka, labradorka, ukochana nasza dziewczynka.
Starszy syn już kompletnie afiszuje się ze swoją dorosłością i z tym ze nie potrzebuje rodziców (z wyjątkiem ich kasy), młodszy zaś jest mega cycem, zasypia z mamą, do szkoły idzie tylko z mamą, tylko mama może go odebrać itd. przez cały dzień, cały miesiąc, cały rok. Próbowałam się buntować, ale wreszcie pomyślałam, że to już ostatnie moje dziecko, więc korzystam z przytulania ile wlezie, bo potem będzie przytulał ale już tylko jakieś laski.
Moje życie zawodowe jest bardzo ograniczone od kiedy urodził się Antoś (czyli młodszy syn). Udzielam się w jednej fundacji i piszę. Ostatnim moim dziełem jest książka dla dzieci. Jak już ukaże się drukiem, napiszę więcej szczegółów. Teraz jestem na etapie szukania wydawcy, więc nie chcę zapeszać.
To jest właśnie ta wolność, którą mają - jeśli w ogóle - zazwyczaj ci dojrzalsi. Właśnie teraz mam czas by o siebie zadbać, by realizować swoje pasje, ponudzić się czasem, ugotować wyrafinowany obiad w środku tygodnia..... I już by się wydawało że jestem w czepku urodzona, ale nie ma tak dobrze. Problemów jest więcej niż już niestety włosów na głowie. Jeden syn ma problemy z dojrzewaniem, nie chce się uczyć i generalnie olewa wszystko. Młodszy wiecznie się buntuje i cały czas próbuje przesuwać granice co jest nieustanna walką pomiędzy nami a nim. Mąż - z nim na szczęście nie ma problemów, oprócz tego ze w nocy chrapie jak lokomotywa a pies, no cóż, ma 11 lat i zaczyna zwyczajnie niedomagać. Do tego chałupa do ogarnięcia, jakieś zlecenia, wieczne problemy ze zdrowiem, jak nie dzieci to moim, stara, samotna i sfrustrowana matka i zwyczajnie mam ochotę trzasnąć drzwiami i wyjechać. Choćby na dwa dni, byle dalej od domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz